Od wieków ludzie strarali się zgłębiać tajemnice przyszłości. Byli ciekawi tego, co nieznane a co może przynieść kolejny dzień, miesiąc lub rok. Udawali się więc do wróżbitów, jasnowidzów, którzy (najczęściej za odpłatnością) uchylali rąbka tajemnicy.
W tradycji polskiej najdoskonalszym czasem na wróżenie jest wieczór w wigilię św. Andrzeja. Podobno tego właśnie wieczora z zaświatów przybywają na ziemię duchy, które można zapytać o to, co nas czeka w … miłości.
Dawniej w andrzejki pytały się same dziewczyny, koniecznie niezamężne. Dzisiaj jest to świetna okazja do zabawy zarówno dla chłopców jak i dziewcząt.
A, że od czasu do czasu zabawić się warto, więc uczniowie naszej szkoły uszanowali andrzejkowe tradycje.
Wszystko było tak, jak potrzeba. W mrocznej komnacie, (na potrzebę chwili funkcję tę pełniło pomieszczenie przeznaczone na siłownię, której z braku środków finansowych nadal nie ma i pewnie sam święty Andrzej wyposażyć jej nie zdoła), urzędowały wróżki o równie tajemniczych, co pięknych imionach: Michalina, Weronika, Wiktoria.
Ubrane w zwiewne szatki przepowiadały przyszłość wszelkimi możliwymi sposobami. Chętni poznali imię przyszłego męża lub żony, wykonywany przez siebie za ileś kolejnych lat zawód, a nawet liczbę potomstwa. A wróżki były w tym względzie tak szczodre, że niejedna przyszła małżeńska para mieć będzie więcej dzieci niż było krasnoludków w bajce o królewnie Śnieżce. Dodatkowo istniała możliwość odbywania podróży do najbardziej urokliwych kurortów świata. Niestety w podróż udawano się, ale palcem po globusie i w dodatku z zamkniętymi oczyma. Szklanej kuli bowiem szkoła nie posiada. Nikt nie przewidział, że taka pomoc dydaktyczna okaże się niezbędna.
Jedni w te wróżby uwierzyli, inni nie. Ale wszyscy wybrali się na dyskotekę andrzejkową, aby zwiększyć prawdopodobieństwo spełnienia się przepowiedni. I dopiero tutaj czary zadziałały. Wszystkie dziewczęta niczym Kopciuszek, wypatrywały swego księcia.
Niejeden książę miał dylemat, którą piękność poprosić do tańca.
Byli też bardziej zdecydowani. Zresztą nie od dziś wiadomo, że mężczyźni wolą … blondynki.
Tańczyły pary, kręciły się koła, wiły węże. Zabawa była doskonała. Chociaż nie trwała do północy i nikt nie widział andrzejkowych gwiazd na niebie – była udana. Podobno widziano na niej nawet wspomniane wróżki. Pewnie i one chciały się przekonać, czy przepowiednie się sprawdzą.
Ponieważ wróżby i tańce potrafią wyczerpać, więc były też poczęstunki dla najmłodszych uczestników zabawy.

Przygotowali je niestety nie nadworni kucharze, ale rodzice.
P.S.
Reklamacji dotyczących wróżb nie przyjmujemy. Czas ich przydatności do realizacji jest bowiem nieograniczony.
tekst: Anita Wolicka
zdjęcia: Marzena Marut