Altany, palenisko – miejsce na ognisko, wszystko w cieniu drzewa, tam, gdzie ptaszek śpiewa – tak można byłoby zacząć opowiastkę niczym bajkę o tym jak to las witał nas. Tak, tak byliśmy w lesie na rajdzie rowerowym. Trasa wiodła szlakiem ścieżki przyrodniczo – leśnej Stany – Maziarnia – Zalesie. Rajd odbył się w dwu grupach wiekowych. Najpierw jechały klasy 0 – III na małą pętlę, a potem IV – VI na dużą.
Ja, wasza reporterka byłam na rajdzie klas młodszych i o nim będę pisać. Pogoda dopisała, komary też. Była tylko jedna drobna kolizja, ale obyło się bez przylepca i wody utlenionej. Świeża leśna zieleń była naprawdę soczysta. Spróbowaliśmy nawet pierwszych owoców borówki czernicy, zwanej popularnie jagodą. Zwierzęta, widząc naszą grupę musiały się bezpiecznie schronić. Zostały tylko ślimaki, bo z przyczyn oczywistych nie zdążyły uciec. Żmii nie było. Myślałam, że spotkałam węża, ale to był tylko fragment węża strażackiego, wyrzucony do lasu przez jakiegoś w dużym cudzysłowie ekologa.
Pokonaliśmy mostki, byliśmy na tarasie widokowym, przejrzeliśmy się w leśnym źródełku.
No, a na koniec odbyły się zawody sportowe z nagrodami zorganizowane przez panią Zofię Ryś i wspólne biesiadowanie przy grillowanych przez rodziców kiełbaskach.
Trzeba przyznać, że jest to wymarzone miejsce do wypoczynku na łonie natury. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę mieć okazję, by je zobaczyć. Polecam tym, którzy nie byli. Tym razem piszę serio. Zobaczycie sami.
Tekst: Anita Wolicka