Pod koniec roku szkolnego uczniowie klas 0 – III mieli możliwość podróżowania w czasie, dzięki wycieczce do Łańcuta.

Główną atrakcją było oczywiście zwiedzanie łańcuckiego pałacu oraz przypałacowego parku, świetnie zresztą utrzymanego. Pani przewodnik z polotem opowiadała nam barwne historie z życia właścicieli pałacu. Przechadzaliśmy się po salonach, jadalniach, sypialniach, a nawet łazienkach. Bogato wyposażone i urządzone z przepychem wnętrza zdawały się być opuszczonymi przez właścicieli przed momentem. W każdym najmniejszym nawet przedmiocie codziennego użytku drzemała jakaś przygoda byłego posiadacza. Tylko suche bukiety kwiatów i trzeszczące ze starości klepki mozaiki podłogowej oraz milczące klawisze pianina i kryształowe cięte lustra, jakich nie można kupić dziś w żadnym supermarkecie informowały nas o właściwym wieku obiektu. Nawet korytarzowi rozrabiacy szkolni w ciszy, z otwartymi z podziwu buziami, patrzyli na rzeźby, alabastrowe wazy, żyrandole z kryształu górskiego. Zwiedzaliśmy też pałacową oranżerię z ciekawymi okazami roślin i storczykarnię.

Byliśmy oczywiście w powozowni, gdzie mogliśmy zobaczyć różnorodne powozy, którymi dawniej podróżowali dostojnicy. Zarówno uczniów, jak i nauczycieli zainteresował powóz o nazwie „beczka”, którym guwernantka, czyli dawna nauczycielka woziła dzieci. Podobno nie musiała się martwić o to, że wypadną. A ja mogłabym się założyć, że nasze urwisy nawet z takim powozem dałyby sobie świetnie radę i niejeden miałby po takiej przejażdżce guza na Glowie. No tak, zmieniają się czasy, dzieci też. Ale nie zmienia się jedno. Każda dziewczynka chce zostać księżniczką i mieszkać w pałacu. Właśnie takim jak ten w Łańcucie. Pozostaje tylko jedno pytanie? Kto by w tych salonach sprzątał?
Tekst: Anita Wolicka