Współcześnie ani chłopcy, ani dziewczyny nie wróżą sobie w dniu Św. Katarzyny (a tak dawniej bywało). Za to czy śnieg, czy deszcz lub zawieja, o swą przyszłość pytają Św. Andrzeja.
Aby andrzejkowej tradycji stało się zadość, uczniowie naszej szkoły mieli możliwość uczestniczenia w dyskotece oraz wieczorze wróżb. Wystarczy spojrzeć na fotografie z tejże imprezy, aby stwierdzić, że była ona udana. Dopisywały humory. Nie brakowało pomysłów odsuwających na dalszy plan nudę oraz zmęczenie nóg. Wiły się więc taneczne węże, krążyły koła. Niektórzy samotnie trenowali najnowsze „tańce połamańce” rodem z programów telewizyjnych, których tytułów (niestety) podać nie mogę, by nie być posądzona o reklamę. Mogę tylko wspomnieć, że miejscowe „gwiazdy” wyglądały prześlicznie.

Nie brakowało im kondycji, co może zadziwić osoby mające możliwość obserwowania tych samych uczennic, tyle że w trakcie zajęć wychowania fizycznego.
Szkoła nie dysponuje żywym kogutem – nie było więc rozsiewania ziaren zbóż i podglądania, czyje zje jako pierwsze. Psa wprawdzie można byłoby zorganizować, ale nic mi nie wiadomo o tym, czy którakolwiek z dziewcząt przyniosła dla niego jakieś smaczne kąski. Pewnie dopiero „wchodząc” na tę stronę, dowiedzą się o tym, że dawniej tak bywało. Z imieniem ukochanego pod poduszką być może się przespały, pod warunkiem, że mają je wpisane w spisie telefonów na „komórce”. No cóż, chce się rzec: „jakie czasy, takie zwyczaje”.
Na szczęście, jak na tradycyjną zabawę przystało, pojawił się wodzirej. Proponował w przerwach między tańcami przeróżne zabawy i konkursy, które cieszyły się dużą popularnością.

Śmiechom i krzykom nie byłoby pewnie końca, gdyby nie to, że w sąsiedniej sali pojawiły się: wróżka Anna i wróżka Maria.

W tajemniczej atmosferze otoczone świeczkami i lampkami przepowiadały chętnym przyszłość. Prognozy na dalsze życie były zapewne szczęśliwe co można wnioskować po radosnych minach osób wychodzących z seansów. Ja także miałam ochotę, aby wejść i dać sobie powróżyć, ale na drzwiach nie było cennika za usługi wróżek. Obawiałam się więc wysokiej opłaty za dobre wróżby. Dla nauczycieli być może była jakaś taryfa ulgowa, ale wiadomo, że za mniejszą odpłatnością pewnie usłyszeć można byłoby nie to, co się chce. Wolałam nie ryzykować i nie „wywoływać wilka lasu”.
Wszystkim, którzy usłyszeli dobre wróżby, życzę ich spełnienia. A jeśli coś się nie udało, to przecież za rok znowu będą „andrzejki”. Poza tym, nie wiadomo jak długi okres obejmują reklamacje usług wróżek. Może cały rok?…
Tekst: Anita Wolicka